
Artykuł • Czytanie 25 min
Artykuł • Czytanie 33 min
Dowiedz się, jak wybrać najlepszego partnera IT dla banku: kluczowe kryteria, bezpieczeństwo, zgodność regulacyjna i skalowalność
Spis treści

Globalne banki wydają na technologię już 600 mld USD rocznie. To znaczna suma, ale dane pokazują, że banki wcale nie tracą apetytu na transformację cyfrową. Wręcz przeciwnie – aż 88% z nich planuje w 2025 roku zwiększyć budżety o kolejne 10%. Cyberbezpieczeństwo wskazują jako priorytet inwestycji.
Nakłady jednak wcale nie przekładają się na przewagę na rynku. Udział IT w przychodach przekroczył 10% i według prognoz BCG będzie rósł w tempie 9% rocznie, ale kapitał zamiast budować innowacje, często trafia w próżnię „pułapki efektywności” i pochłaniają go koszty utrzymania systemów legacy. W praktyce banki wydają coraz więcej, ale coraz trudniej im wyciągnąć realną wartość z inwestycji.
Poniższy raport analizuje 7 filtrów procesu decyzyjnego – od wymogów DORA i ESG po modele Managed Outcomes. W 2026 roku zadecydują one, czy Software House zostanie partnerem o strategicznym znaczeniu dla banku, czy bank wyeliminuje go z łańcucha dostaw już na etapie prekwalifikacji.
Rok 2026 stanowi cezurę w ewolucji sektora usług finansowych. Po dekadzie walki o wolumen klientów i niskich stóp procentowych banki weszły w nowy model działania: „wyraźną odporność” (Radical Resilience).
Co to oznacza w praktyce? W rzeczywistości kryzysu (permacrisis) – zdefiniowanej przez cyberzagrożenia, nasilenie regulacji (DORA, FIDA) i presję ESG – technologia przestała „wspierać biznes”. Ona jest biznesem. Bank bez sprawnych systemów IT to nie bank, który działa wolniej. To bank, który w ogóle nie działa.
Dla dyrektorów ds. technologii (CIO) i szefów zakupów (CPO) stanowi to istotną zmianę w procesie wyboru partnerów IT. Sukces w 2026 roku nie mierzy się wyłącznie wskaźnikami finansowymi: zwrotem z kapitału (ROE) czy wskaźnikiem kosztów do dochodów (C/I). Nową walutą staje się zdolność do zarządzania złożonością i ciągłością operacji. Pytanie przestało brzmieć „ile oszczędzimy”, a zaczęło „czy przetrwamy kolejny kryzys”.
Software House nie może już być jedynie dostawcą „rąk do pracy” (body leasing). W 2026 roku rynek dzieli dostawców na dwie grupy: tych, którzy rozumieją, że stali się częścią łańcucha wartości banku podlegającego regulacji oraz tych, których bank odcina od kontraktów Tier-1. Nie ma trzeciej opcji.
Zanim przejdziemy do analizy ofert, zweryfikujmy kandydata na partnera przez pryzmat poniższych siedmiu kryteriów. Kolejność nie jest przypadkowa – pierwsze z nich stanowią „Deal-Breakers”, które dyskwalifikują dostawcę na etapie prekwalifikacji.
Banki wydają na technologię więcej niż kiedykolwiek. Budżety rosną w szybkim tempie. A mimo to instytucje działają coraz wolniej, jakby ugrzęzły w technologicznym bagnie. Analitycy Boston Consulting Group nazwali to zjawisko „pułapką efektywności”.
Dane są jasne. Jak wskazuje raport BCG, wydatki na technologię w bankowości rosną globalnie w tempie 9% rocznie (CAGR), znacznie przewyższając inflację. Pieniądze płyną strumieniem. Problem: instytucje nie potrafią wdrażać innowacji – tego, co branża nazywa „change the bank”. Stoją w miejscu. Całe dodatkowe budżety pochłaniają koszty utrzymania istniejących systemów – „run the bank”. Banki płacą coraz więcej, by po prostu nie stanąć w miejscu.
Struktura wydatków pokazuje skalę problemu. W przeciętnym banku na operacyjną działalność idzie ponad 60% budżetu IT: utrzymanie legacy systemów, opłaty za licencje, łatanie luk w bezpieczeństwie, zapewnienie regulacyjnej zgodności. Proporcja staje się bardziej problematyczna, gdy zestawimy ją z innym trendem.
Cykl życia technologii się skraca. Eksperci BCG szacują, że technologiczne umiejętności tracą połowę wartości w ciągu zaledwie czterech lat. Inwestycja w technologię dokonana dziś może okazać się przestarzała, zanim zdążymy ją w pełni wykorzystać. W efekcie banki znalazły się w paradoksalnej sytuacji: inwestują kwoty, by „stać w miejscu”, podczas gdy konkurencja ze strony natywnie cyfrowych podmiotów – neo-banki, BigTech – nie dźwiga bagażu technologii minionych dekad.
Pułapka efektywności wyrasta wprost z tego, że latami kumulowaliśmy dług technologiczny. Decyzje podjęte w latach 2015–2020 – gdy dobudowywaliśmy interfejsy dla urządzeń mobilnych i dla webowych aplikacji do przestarzałych systemów core banking – sprawiają, że w 2026 roku złożoność znacznie rośnie. Każda zmiana w systemie wymaga nakładów na integracyjne i regresyjne testy. Pozornie prosty update może wymagać tygodni pracy, bo trzeba sprawdzić, czy nie rozsypie dziesiątek powiązań z innymi modułami.
Wybierając Software House w 2026 roku, banki muszą odrzucić marketingowe deklaracje o „agile” i „nowoczesnych metodykach”. Zamiast tego – zażądać danych o strukturze kadr i wynikach zespołów.
Wiodące instytucje finansowe restrukturyzują kadry IT. Punkt ciężkości przesuwa się z ról zarządczych – Project Manager, Scrum Master, Coordinator – na inżynieryjne role. Po latach rozbudowywania warstwy koordynacyjnej banki odkryły prawdę: zbyt wielu ludzi planuje pracę, zbyt mało pracuje.
Dane rynkowe pokazują średnią: około 50% personelu to inżynierowie. Zgodnie z rekomendacjami BCG, liderzy transformacji w 2026 roku stawiają sobie cel: 75% personelu IT to inżynierowie („doers”). Software House, który oferuje zespół złożony w dużej mierze z „proxy-managerów” i koordynatorów, jedynie pogłębia pułapkę efektywności. Bank płaci za godziny spotkań, raportów, synchronizacji – nie za kod i rozwiązania. Banki szukają płaskich struktur technologicznych, gdzie każda osoba w zespole coś buduje.
Dostawca musi wykazać doskonałość w czterech metrykach DevOps Research and Assessment. To nie KPI – to miary zdolności do szybkiego, bezpiecznego dostarczania wartości:
Wymagane jest również, by dostawca potrafił zautomatyzować procesy testowania (CI/CD) na poziomie minimum 80% pokrycia automatycznymi testami. Gdy testujemy ręcznie cały system po każdej drobnej poprawce, jest to po prostu niemożliwe czasowo i kosztowo. Automatyzacja minimalizuje koszty regresji przy każdej zmianie w systemie legacy.
Dział zakupów (Procurement) i CFO inaczej patrzą teraz na koszty Software House. Stawka za dzień przestała wyznaczać, czy oferta jest atrakcyjna. Perspektywa – skupienie wyłącznie na rate card – była popularna w latach 2010–2020, ale doprowadziła do nietrafnych wyborów. Wprowadzane są zaawansowane modele Risk-Weighted TCO (Total Cost of Ownership skorygowany o ryzyko).
Problem tkwi w konsekwencjach zakupowych decyzji w długoterminowej perspektywie. Software House „tani” w stawce godzinowej, ale który generuje wysoki dług technologiczny – niska jakość kodu, brak testów, powierzchowna dokumentacja – w perspektywie 3–5 lat staje się najdroższym wyborem. Bank oszczędza dziś 20% na stawkach programistów, by za dwa lata wydać trzykrotność kwoty, gdy trzeba będzie refaktoryzować kod albo przepisać system.
Elementy risk-weighted TCO:
Tabela: transformacja struktury wydatków IT (2026)
| Kategoria wydatków | Stan obecny (średnia rynkowa) | Cel liderów transformacji (2026) | Implikacja dla wyboru partnera |
|---|---|---|---|
| Run the bank (utrzymanie) | > 60% | < 45% | Partner, który jedynie rejestruje przepracowane godziny, ale nie automatyzuje tego, jak utrzymuje systemy, pogłębia problem zamiast go rozwiązywać. |
| Change the bank (innowacja) | < 40% | > 55% | Partner musi posiadać innowacyjne kompetencje (Agentic AI, Composable Architecture) i udowodnić je referencjami, nie slajdami. |
| Struktura kadr | 47% Doers | 75% Doers | Każdy dodatkowy manager projektu, który bezpośrednio nie wnosi technologicznej wartości, zwiększa koszt bez zwiększania wartości. |
| Dług technologiczny | Ukryty | 15% Budżetu (jawna spłata) | Umowa musi zobowiązywać do systematycznej refaktoryzacji, nie tylko do dostarczania nowych funkcji. |
Źródło: Opracowanie własne na podstawie danych BCG.
W ramach Kryterium #1, banki w 2026 roku odrzucają dostawców według jasnych, mierzalnych kryteriów:
Gdy w styczniu 2025 roku weszło w życie rozporządzenie Digital Operational Resilience Act (DORA), z wymaganą w 2026 roku implementacją, zmieniło to relacje na linii bank-dostawca technologii. To nie kolejna inicjatywa compliance, którą można zrzucić na dział prawny i zapomnieć. DORA przestała być postrzegana jako „kolejny projekt zgodności z regulacjami”. Stała się czynnikiem, który kształtuje architekturę korporacji i zakupową strategię banków.
W 2026 roku „compliance” to nie dodatek do usługi. To usługa sama w sobie. Bank nie kupuje już tylko technologicznych kompetencji – kupuje to, że dostawca potrafi udowodnić zgodność, przejrzystość i operacyjną odporność.
Proces wyboru dostawcy się wydłużył i stał bardziej formalny. Ścieżka o tradycyjnym charakterze RFI (Request for Information) → RFP (Request for Proposal) odeszła do lamusa. Zastąpił ją lejek bezpieczeństwa, który eliminuje większość kandydatów na samym początku procesu:
Regulacja DORA nakłada na finansowe instytucje obowiązki, jeśli chodzi o to, jak zarządzają ryzykiem z zewnątrz (Third-Party Risk Management – TPRM). Raport EY podkreśla, że banki muszą nie tylko monitorować bezpośrednich dostawców, ale także posiadać wiedzę o podwykonawcach, którzy wspierają biznesowe funkcje.
Każda umowa ICT musi trafić do scentralizowanego rejestru, który zawiera dane o tym, jak są usługi, gdzie przetwarza się dane i jaki jest łańcuch podmiotów powiązanych. Standardy techniczne omawiane przez Deloitte oznaczają dla Software House koniec ukrywania podwykonawców. Popularna praktyka zatrudniania „freelancerów B2B” bez formalnego zgłoszenia teraz bezpośrednio narusza regulację. Bank musi wiedzieć, kto ma dostęp do danych, gdzie siedzi, jakie ma kompetencje i czy przeszedł weryfikację bezpieczeństwa. Dostawca, który odpowiada „mamy elastyczny model zasobów, w razie potrzeby dołączamy dodatkowe osoby” bez możliwości natychmiastowego wskazania osób z imienia i nazwiska – nie spełnia wymogów.
To, jak złożone i kosztowne jest zachowanie zgodności z DORA, sprawia, że ekonomicznie nie ma już sensu utrzymywać rozdrobnionej bazy dostawców. Banki, które wcześniej stosowały strategię „best-of-breed” – integrując setki rozwiązań niszowych od dziesiątek różnych vendorów – jak zauważa Forrester, w 2026 roku masowo konsolidują portfel dostawców. To nie przypadkowa tendencja. To strategia, którą wymusza ekonomika compliance.
Dzieje się tak z trzech powodów:
Równolegle do DORA, ramy prawne Financial Data Access (FIDA) wymuszają na bankach, by udostępniały dane klientów szerszemu ekosystemowi. Tworzy to napięcie, które trudno rozwiązać bez odpowiedniej technologii. Bank musi być otwarty (FIDA wymaga, by dzielił się danymi z zewnętrznymi podmiotami posiadającymi autoryzację), ale jednocześnie hermetyczny (DORA wymaga maksymalnego bezpieczeństwa i kontroli).
Wyobraźmy sobie sytuację: fintech chce pobrać dane transakcji klienta – FIDA wymaga, by bank udostępnił dane po uzyskaniu zgody. Jednocześnie każde API musi być zabezpieczone na najwyższym poziomie, monitorowane w czasie rzeczywistym, z pełnym audit trail – tego wymaga DORA. Tradycyjne systemy nie są zaprojektowane do dwoistości. API stworzone dla wewnętrznych potrzeb banku nagle musi obsłużyć setki podmiotów z zewnątrz, każdy z innym poziomem zaufania, innymi uprawnieniami, innym profilem ryzyka.
Analiza trendów CIO przeprowadzona przez SAP wskazuje, że banki w 2026 roku poszukują platform oferujących „compliance by design” – wbudowane mechanizmy, które zarządzają zgodami i bezpieczeństwem API. Zamiast doklejać warstwy bezpieczeństwa post factum, bank potrzebuje architektury, gdzie zgodność z regulacjami stanowi fundament, nie dodatek. To sprzyja dostawcom, którzy oferują kompleksowe platformy (end-to-end suites) kosztem dostawców punktowych rozwiązań. Gdy integrujemy dziesiątki niezależnych narzędzi, to recepta na lukę w zabezpieczeniach – każdy styk między systemami to potencjalna furtka dla ataku.
W kontekście Kryterium #2, Software House odpada z gry według jasno określonych kryteriów do wykluczenia:
Firma „DORA-ready na papierze”. Deklaruje zgodność w ofercie, przedstawia certyfikaty i dokumenty. Bank decyduje się na współpracę. Pierwszy audyt operacyjny – na przykład testy penetracji według metodyki TIBER-EU – kończy się niepowodzeniem. Okazuje się, że dokumentacja nie odpowiada rzeczywistości, a zabezpieczenia istnieją tylko w procedurach, nie w kodzie. Firewall skonfigurowany domyślnie, hasła do środowisk testowych to „admin123”, backup działa „prawie zawsze”. Bank marnuje miesiące i setki tysięcy euro na partnera, który nie przetrwał pierwszej weryfikacji. To, ile kosztuje zerwanie umowy i znalezienie nowego dostawcy, przewyższa wielokrotnie oszczędności z atrakcyjnej oferty.
Dyrektywa CSRD (Corporate Sustainability Reporting Directive) zobowiązuje banki do raportowania nie tylko własnych emisji, ale przede wszystkim emisji z łańcucha wartości – tzw. Scope 3.
Dla sektora bankowego Scope 3 dominuje w strukturze emisji, obejmując finansowane emisje – cały portfel kredytowy – oraz emisje z łańcucha dostaw, gdzie przeważają zakupione towary i usługi IT. Szacunki ekspertów Capgemini wskazują, że Scope 3 może stanowić nawet 95% całkowitego śladu węglowego finansowej instytucji. Bank może prowadzić zielone biurowce, ale kiedy finansuje elektrownię węglową lub współpracuje z dostawcą IT o wysokiej emisji, wskaźniki ESG znacznie spadają.
Brak precyzji danych w tym obszarze przekłada się na ryzyko zgodności i reputacji. Autorzy raportu ostrzegają, że banki, które nie realizują celów dekarbonizacji (SBTi), mają trudniejszy dostęp do taniego finansowania na międzynarodowych rynkach.
Instytucjonalni inwestorzy patrzą na wskaźniki ESG równie uważnie jak na rentowność. W analizach Capgemini na 2026 rok „Green Risk” wchodzi integralnie do oceny dostawcy, stając obok ryzyka finansowego i ryzyka cybernetycznego. Dostawca o wysokim śladzie węglowym – nieefektywne centra danych, stary sprzęt, brak energetycznej polityki – naraża się na ryzyka transformacji: węglowe podatki, wzrost cen energii, koszty dostosowania do regulacji. Te ryzyka bank odczuwa bezpośrednio jako wzrost kosztów.
Banki wdrażają w odpowiedzi rygorystyczne polityki „Sustainable Procurement”. Kryteria ESG stają się warunkiem koniecznym – knock-out criteria – w przetargach na usługi IT. Efekt? Software House bez raportu ESG odpada w prekwalifikacji, niezależnie od ceny czy jakości kodu. Można mieć najlepszy zespół programistów i najbardziej konkurencyjną wycenę – bez certyfikowanych danych o emisjach oferta trafia do kosza.
Banki wykorzystują siłę nabywczą, wymuszając na dostawcach redukcję emisji. Według benchmarków Capgemini, współpracę z vendorami niezdolnymi do dostarczenia wiarygodnych danych o śladzie węglowym usług – energochłonności chmury, śladzie węglowym pracy programistów – stopniowo wygaszają.
Na rynku pojawia się wymiar konkurencji: Green Coding. Banki zaczynają wymagać optymalizacji kodu pod kątem zużycia energii. Zły kod to nie tylko wolna aplikacja – to aplikacja zużywająca więcej prądu w chmurze, podnosząca rachunki banku i pogarszająca wskaźniki ESG. Każda nieoptymalna pętla, każde zbędne zapytanie do bazy danych przekłada się na kilowatogodziny. Dostawcy oferujący energetyczną optymalizację oprogramowania zyskują przewagę w przetargach.
W ramach Kryterium #3 proces selekcji przebiega zero-jedynkowo:
Mimo postępującej chmuryzacji mainframe’y w 2026 roku pozostają bijącym sercem transakcyjnych systemów wielu największych banków świata, przetwarzając miliardy operacji dziennie. Technologia ta stoi jednak w obliczu zagrożenia o naturze nie technicznej, lecz demograficznej.
Średnia wieku ekspertów od technologii mainframe i języka COBOL przekracza 55 lat. Luka w kompetencjach powiększa się z każdym rokiem. Specjaliści IBM zauważają, że doświadczeni inżynierowie odchodzą na emeryturę, a uniwersytety od lat nie kształcą następców. Studenci nie uczą się COBOL-a – to technologia postrzegana jako „dinozaur”, niepasująca do nowoczesnego CV. Młodzi programiści chcą pisać w Pythonie, React, Go – chcą budować mobilne aplikacje i systemy AI, nie utrzymywać kodu z lat 70.
Powstaje paradoks: systemy przetwarzające setki miliardów dolarów dziennie zależą od kurczącego się grona specjalistów, których usługi drożeją z każdym rokiem. To klasyczne ryzyko operacyjne w rozumieniu DORA. Ankiety rynkowe Ensono mówią jednoznacznie: 79% liderów biznesu uznaje pozyskanie odpowiednich zasobów i umiejętności za największe wyzwanie związane z utrzymaniem platform mainframe.
Software House ignorujący ten problem i oferujący tylko „modne” technologie cloud-native nie wchodzi w rolę strategicznego partnera dla Tier-1 Banku. Pozostaje partnerem tylko do „ładnych interfejsów” – warstw widocznych dla użytkownika. To, co dzieje się w głębi, w core banking system, pozostaje nierozwiązanym problemem.
W 2026 roku banki wymagają od partnerów IT czegoś więcej niż tylko „przepisania systemu”. Nauczyły się bolesnych lekcji z modernizacyjnych projektów zakończonych katastrofą – przepalone budżety, niedziałające systemy, rozliczenia sądowe. Dziś wymagają strategii dopasowanej do typu długu technologicznego.
Banki w 2026 roku masowo wykorzystują AI jako narzędzie mitygacji ryzyka utraty wiedzy. Strategie opisywane przez Bain & Company pokazują, jak zaawansowane modele analizują stary kod, dokumentują go i tłumaczą na nowoczesne języki – Java, C#, Python. Młody programista nieznający COBOL-a może użyć AI do przeanalizowania kodu z 1987 roku, wygenerowania dokumentacji i przetłumaczenia go na pseudokod zrozumiały dla programisty Java. To zmienia ekonomię modernizacji.
Software House musi jednak wykazać się ostrożnością. Banki rozumieją ryzyko „Black Box” – sytuacji, w której AI wygeneruje kod, którego nikt nie rozumie.
Przykład: Software House chwalił się użyciem autorskiego AI do automatycznej translacji COBOL → Java. Obiecywano redukcję kosztów o 70%, skrócenie czasu migracji o połowę. Efekt? Powstał kod w Javie strukturalnie naśladujący stare procedury COBOL-a – tzw. „Java-flavoured COBOL”. Kod pozostał niezrozumiały dla programistów Java, ponieważ używał proceduralnych wzorców zamiast obiektowych wzorców. Nikt nie mógł go utrzymywać. TCO (Total Cost of Ownership) systemu wzrosło zamiast spaść, a bank musiał zatrudnić drogich konsultantów do „odkręcania” migracji. W niektórych modułach wrócono do oryginalnego COBOL-a. Lekcja: automatyzacja migracji musi iść w parze z głębokim zrozumieniem wzorców programowania i docelowej architektury.
Równolegle, w obliczu niedoboru inżynierów, banki otwierają się na „Business Technologists” – domenowych ekspertów używających platform Low-Code/No-Code. To analitycy biznesowi budujący proste aplikacje bez pisania tradycyjnego kodu – przeciągają komponenty w graficznym interfejsie, łączą ze źródłami danych, tworzą formularze i raporty.
Rola CIO ewoluuje w kierunku „strażnika platformy”. Zgodnie z wizją BCG, zamiast tego IT dostarcza bezpieczne środowisko (Governance), w którym biznes buduje proste aplikacje, nie naruszając standardów bezpieczeństwa.
W ramach Kryterium #4 Software House musi udowodnić:
Tradycyjny model outsourcingu IT, oparty na „body leasingu” (rozliczenie Time & Material – T&M), w 2026 roku ulega erozji. Przez lata banki wynajmowały setki specjalistów, płacąc za czas pracy – niezależnie od tego, czy projekt szedł zgodnie z planem, czy wykolejał się. Bank brał na siebie pełne ryzyko zarządzania projektem. W obliczu „Pułapki efektywności” oraz wymogów DORA dotyczących jasnego podziału odpowiedzialności, zarządy uznały ten model za nieakceptowalny.
Dla Software House’ów oznacza to koniec ery „sprzedawania CV”. Nie wystarczy wystawić faktury za 1000 roboczogodzin seniora programisty. Raporty McKinsey on Risk potwierdzają, że banki masowo przechodzą na modele Managed Services i Managed Outcomes. Zmienia się struktura marży i ryzyka:
W tym modelu działania bank definiuje cel – na przykład: „utrzymanie dostępności systemu natychmiastowych płatności na poziomie 99,999%” lub „wdrożenie modułu AI do detekcji fraudów w 3 miesiące z dokładnością detekcji minimum 95%”. Dostawca wycenia realizację tego celu, biorąc na siebie ryzyko doboru metod, narzędzi i kadr.
W 2026 roku kontrakt z Software Housem przypomina bardziej polisę ubezpieczeniową niż umowę o dzieło. Z perspektywy Vendor Risk Management decydują:
Przypadek niepowodzenia: Bank wybrał dostawcę w modelu Managed Outcome (Fixed Price), kierując się najniższą ceną ryczałtową – o 30% tańszą niż konkurencja. Brzmiało idealnie – fixed price, przewidywalny budżet, wszystkie ryzyka po stronie vendora. Problem? Dostawca, aby utrzymać marżę przy tak niskiej cenie, zaczął ciąć koszty. Ograniczył regresyjne testy – zamiast pełnego coverage, testował tylko „happy path”. Ograniczył code review – seniorzy sprawdzali co piątą zmianę zamiast każdej. Efekt: mimo „dowiezienia” funkcjonalności w terminie, system okazał się niestabilny. Dług techniczny ukryty w jakości kodu eksplodował po wdrożeniu – awarie, rollbacki, kryzysowe poprawki. TCO (Total Cost of Ownership) systemu okazało się wyższe o 200% od zakładanych. Bank formalnie zaoszczędził na wdrożeniu, ale wydał fortunę na utrzymanie.
Przejście na Managed Outcomes stanowi również odpowiedź na kryzys kadr. Banki przegrywają walkę o najlepszych inżynierów z BigTechami – Google, Meta, Amazon płacą dwukrotnie więcej i oferują benefity, których bank nigdy nie przebije.
Dostawcy usług Managed Services, operujący w skali globalnej, lepiej zarządzają ścieżkami kariery – mogą rotować ludzi między projektami, oferować technologiczną różnorodność. Dla banku – jak argumentuje BCG – oznacza to stabilność, gdzie odejście programisty staje się problemem dostawcy, który musi zapewnić ciągłość usługi zgodnie z SLA. Bank nie budzi się rano z informacją „senior developer odszedł do konkurencji, projekt stoi”.
Szczególnie widoczne staje się to w cyberbezpieczeństwie. Niedobór ekspertów SecOps sprawia, że banki oddają całe procesy monitorowania (SOC – Security Operations Center) wyspecjalizowanym dostawcom MSSP (Managed Security Service Providers). Prognozy McKinsey wskazują na wzrost udziału MSSP w rynku bezpieczeństwa dla bankowości do 2026 roku.
W ramach Kryterium #5 banki w 2026 poszukują partnerów, którzy:
„Composable banking”, czyli bankowość komponentowa, przestała być technologiczną nowinką – to dominujący standard nowych wdrożeń. Rynek tych aplikacji rośnie w tempie 17,5% rocznie (CAGR), a prognozy ResearchAndMarkets wskazują, że do 2028 roku osiągnie wartość 11,8 miliarda dolarów.
Te liczby niosą konkretne konsekwencje. Banki porzucają monolityczne struktury na rzecz podejścia opartego na PBC (Packaged Business Capabilities). W ramach tego modelu systemy buduje się z niezależnych, gotowych komponentów – takich jak silnik kredytowy, moduł KYC czy księga główna – komunikujących się poprzez API.
Dla software house’ów to koniec ery prostego body leasingu. Banki nie szukają wykonawców do izolowanego tworzenia oprogramowania dedykowanego (custom development). Potrzebują zaawansowanych integratorów, którzy potrafią orkiestrować gotowe elementy. Finansowe instytucje odchodzą od ryzykownych projektów wymiany całego systemu jednego dnia („Big Bang”). Zastępuje je strategia „Hollowing out the Core” – stopniowa dekompozycja rdzenia. Funkcje przenosi się na nowoczesne platformy krok po kroku, aż serce starego systemu przestanie bić.
Ekspansja rozwiązań SaaS zmusza dyrektorów IT (CIO) do rozstrzygnięcia strategicznej kwestii: gdzie w świecie gotowych klocków leży przewaga konkurencyjna? Gdy wszyscy korzystają z tych samych procesowych silników od wąskiej grupy globalnych vendorów (np. Mambu, Thought Machine), wyróżnienie się na rynku wymaga strategicznej decyzji o lokalizacji unikalnego IP.
W 2026 roku krystalizuje się podział determinujący rolę software house’u. Strategiczna dychotomia „Build vs Buy” zależy bezpośrednio od klasyfikacji danego biznesowego obszaru:
| Obszar | Strategia | Rola software house’u | Status IP (własność) |
|---|---|---|---|
| Commodity (np. księga główna, płatności SEPA) | KUPUJ (SaaS) | Integrator. Wdraża gotowe rozwiązanie „z pudełka”, minimalizuje kosztowną kastomizację. | IP należy do dostawcy SaaS. Bank płaci jedynie za licencję. |
| Differentiator (np. scoring ryzyka, UI/UX, AI personalizacja) | BUDUJ (Custom) | Współtwórca (Co-creator). Buduje unikalne rozwiązanie od zera lub na bazie open source. | IP musi należeć do banku. To „korona królestwa”. |
Źródło: Opracowanie własne na podstawie analiz rynkowych Mambu.
Wniosek jest jeden: software house, który próbuje sprzedać własny, zamknięty system do obsługi obszaru „Differentiator”, nie rozumie potrzeb banku klasy Tier-1. Instytucje te szukają partnerów działających jak przedłużenie wewnętrznych działów R&D i godzących się na transfer praw autorskich w modelu work for hire.
Model composable, mimo zalet, generuje nowe zagrożenia. Wielość dostawców rodzi ryzyko uzależnienia (vendor lock-in) w nowej formie – nie od jednego monolitu, lecz od gęstej sieci powiązań API. Dlatego w 2026 roku banki kładą nacisk na architekturę „vendor agnostic”. System musi pozwalać na relatywnie łatwą i bezpieczną wymianę modułów. To fundament strategii odporności wymaganej przez unijne rozporządzenie DORA – bank musi, co podkreślają eksperci EY, posiadać realny plan wyjścia (exit strategy) dla każdego krytycznego komponentu.
Mapa kompetencji (Skills matrix 2026)
Aby obsłużyć ten model, software house musi wykazać się nowym zestawem kompetencji, weryfikowanym podczas technicznego audytu:
W ramach analizy Kryterium #6 banki bezwzględnie odrzucają dostawców, którzy wykazują:
Rok 2026 to moment przełomowy. Sztuczna inteligencja w bankowości przechodzi z generatywnej fazy (tworzenie treści, proste chatboty) do agentowej fazy (Agentic AI). Systemy te autonomicznie planują, podejmują decyzje i wykonują złożone działania w imieniu banku lub klienta – np. samodzielnie, jak opisuje to Capgemini, procesują restrukturyzację zadłużenia. Raporty tej samej firmy wskazują, że adopcja Agentic AI przyspiesza, a średni zwrot z inwestycji (ROI) wynosi 1,7x. Jednak wdrożenie systemów o tak wysokiej autonomii redefiniuje odpowiedzialność prawną i etyczną.
W 2026 roku banki działają w reżimie pełnego obowiązywania EU AI Act. Systemy oceny zdolności kredytowej oraz inne algorytmy decyzyjne zyskały status systemów „wysokiego ryzyka”. Wymusza to na bankach wdrożenie rygorystycznych ram nadzoru:
Zarządy banków stawiają „AI governance” na równi z zarządzaniem ryzykiem finansowym. Powstają dedykowane komitety etyki AI, a audyt algorytmów to standardowa operacyjna procedura.
Aby zrozumieć wagę problemu, przeanalizujmy konkretną sytuację. Bank wdraża autonomicznego agenta obsługi klienta od software house’u, który nie zaimplementował odpowiednich barier bezpieczeństwa (guardrails). Agent, poddany manipulacji (wstrzykiwanie promptów), zaczyna oferować produkty na warunkach rażąco niezgodnych z kredytową polityką.
Skutek? Bezpośrednie straty finansowe, konieczność wyłączenia systemu i dotkliwa kara od regulatora za brak nadzoru. Co gorsza, okazuje się, że software house nie posiada polisy OC obejmującej algorytmiczne błędy, co zostawia bank z całym ciężarem odpowiedzialności.
Wybór dostawcy AI w 2026 roku to kwestia operacyjnej ekonomii. Modele AI generują ogromne zmienne koszty (liczba tokenów, moc GPU). Banki odrzucają rozwiązania „AI compliant”, które są nieutrzymywalne finansowo. Dostawca musi wdrożyć AI FinOps, wykazując kosztową optymalizację. Przykład: tam, gdzie to technicznie możliwe, zamiast drogich modeli LLM stosuje mniejsze, wyspecjalizowane modele (SLM – Small Language Models), realizujące zadania z tą samą precyzją, ale za ułamek ceny.
W ramach Kryterium #7 software house musi spełnić brzegowe warunki. Brak któregokolwiek dyskwalifikuje dostawcę:
Analiza przecięcia trendów Managed Outcomes, Composable Banking i Agentic AI ujawnia trwałą stratyfikację rynku dostawców IT. Pojęcie „jednego rynku” odeszło do lamusa. Wyłoniły się trzy ligi, a awans z niższej do wyższej staje się coraz trudniejszy. Analiza siedmiu kryteriów pozwala jasno zidentyfikować graczy:
Dla software house’ów wniosek jest jasny: konieczna jest redefinicja partnerstwa. Dostawca IT staje się integralną częścią systemu odporności banku. Poniższa analiza podsumowuje obszary weryfikowane przez CIO, CPO i risk oficerów.
I. Stabilność i bezpieczeństwo (Brzegowe warunki)
To sito selekcji (knock-out criteria). Brak spełnienia tych wymogów kończy rozmowy.
II. Odpowiedzialność biznesowa (Warunek shortlisty)
O wejściu na krótką listę decyduje podejście do ryzyka.
III. Architektura i przyszłość (Strategiczne dopasowanie)
O zwycięstwie decyduje długoterminowa wizja.
Bankowość 2026 przeszła głęboką metamorfozę. Finansowe instytucje to dziś „Architekci Odporności” – zaawansowane organizacje zarządzające złożoną siecią zależności: od mainframe’ów po autonomiczne agenty AI.
Cztery imperatywy dla liderów i ich partnerów IT:
Wybór software house’u w 2026 roku nie jest techniczną decyzją. To strategiczna decyzja o odporności organizacji na nadchodzące wstrząsy. Współpraca z podmiotem gotowym na to wyzwanie to warunek przetrwania w nowej rzeczywistości.
Aby wybrać najlepszy software house dla bankowości, szukaj partnera z doświadczeniem w fintech i sektorze finansowym, rozumiejącego regulacje (RODO, PSD2, DORA) i bezpieczeństwo (szyfrowanie, monitoring). Taka firma powinna posiadać solidne referencje na platformach takich jak Clutch czy Google, oferować elastyczne i zintegrowane rozwiązania oraz działać jako partner biznesowy. Kluczowe jest sprawdzenie portfolio z case studies, opinii i zgodności z wymogami regulacyjnymi, a także rozmowa z kilkoma firmami.
Główne kryteria wyboru to:
Głównym wyzwaniem branży finansowej jest „Pułapka Efektywności”. Mimo że banki na całym świecie zwiększają budżety IT, ponad 60% środków pochłania utrzymanie starych systemów („Run the Bank”). Oprogramowanie legacy i koszty licencji blokują innowacje. Aby temu zaradzić, firma IT musi wdrożyć agresywną automatyzację, redukując koszty utrzymania poniżej 45% i uwalniając kapitał na innowacyjne rozwiązania. Tworzymy rozwiązania, które pozwalają uciec z tej pułapki poprzez kontrolę długu technicznego.
Aby bezpiecznie budować innowacyjne produkty i produkty cyfrowe, banki wdrażają architekturę Composable Banking. Polega ona na łączeniu gotowych modułów (SaaS) poprzez API, co zapewnia dużą elastyczność. Projektowanie w tym modelu wymaga od dostawcy neutralności technologicznej. W obszarach budujących przewagę rynkową (Differentiator), firma musi przekazać bankowi prawa autorskie (IP) i kod źródłowy, unikając ryzyka „Vendor Lock-in 2.0”.
Adopcja sztucznej inteligencji w fazie agentowej stawia przed branżą IT rygorystyczne wymogi zgodne z EU AI Act. Firma zajmująca się wdrażaniem AI musi zaimplementować sztywne bariery bezpieczeństwa („Guardrails”) oraz zapewnić audytowalność modeli. Oprogramowanie oparte na AI musi być wytłumaczalne i nadzorowane przez człowieka (Human-in-the-loop). Firma dostarczająca te rozwiązania musi również wdrożyć AI FinOps, aby kontrolować koszty tokenów i mocy obliczeniowej.
Liderzy sektora finansowego odrzucają rozbudowany management na rzecz struktur inżynierskich. W procesie rozwoju oprogramowania oczekuje się, że 75% zespołu to inżynierowie („doers”). Firma musi wykazać się doskonałością w metrykach DORA: częstotliwości wdrożeń i czasie naprawy (MTTR). Tworzymy rozwiązania z wykorzystaniem automatyzacji testów (min. 80% pokrycia), co gwarantuje wysoką wydajność i jakość kodu przy każdej zmianie, a programiści skupiają się na dostarczaniu wartości.
Tak, doświadczenie w technologiach mainframe jest krytyczne, ponieważ systemy te wciąż przetwarzają miliardy operacji. W obliczu luki demograficznej (wiek ekspertów COBOL >55 lat), firma musi oferować kompleksowe wsparcie obejmujące nie tylko ludzi, ale i narzędzia GenAI do automatycznej refaktoryzacji kodu. Tylko takie podejście pozwala bezpiecznie modernizować oprogramowanie i minimalizować ryzyko operacyjne w świecie finansów.
Aby lepiej zaspokajać potrzeby klientów, rynek odchodzi od modelu Time & Material na rzecz Managed Outcomes. W tym modelu firma specjalizująca się w technologii przejmuje odpowiedzialność za dowiezienie konkretnych KPI biznesowych. Klienci płacą za efekt, a nie za godziny pracy. Wymaga to od dostawcy, aby jego oprogramowanie i usługi były objęte gwarancją jakości, a marża była powiązana z sukcesem wdrożenia i brakiem awarii.
Tak, w dobie bankowości cyfrowej projektowanie nowoczesnych aplikacji mobilnych i webowych (interfejsów dla „Digital Challengers”) jest kluczowe. Nasza firma tworzy produkty cyfrowe, które realnie budują portfolio własności intelektualnej banku (IP). Dostarczamy dedykowane oprogramowanie w obszarach budujących przewagę („Differentiator”), a każda firma współpracująca z nami zyskuje pewność, że finalne produkty są jej własnością i nie generują długu technologicznego.
Nasza firma posiada udokumentowane doświadczenie w integracji systemów typu „Composable Banking”. Oferujemy strategiczne doradztwo, pomagając klientom bezpiecznie łączyć gotowe moduły SaaS z autorskim kodem. Jako firma odpowiedzialna, dbamy o to, by surowe wymagania regulacyjne były spełnione, a pracownicy banku otrzymali stabilne środowisko pracy. To sprawia, że nasza firma jest bezpiecznym wyborem dla instytucji Tier-1.
Artykuły na tym blogu tworzy zespół ekspertów specjalizujących się w AI, rozwoju aplikacji webowych i mobilnych, doradztwie technicznym oraz projektowaniu produktów cyfrowych. Naszym celem nie jest marketing, a dostarczanie wartościowych materiałów edukacyjnych.
Może cię zainteresować